Piesza wędrówka po Beskidach

Dzisiaj skończyliśmy trzy dniową wędrówkę po Beskidach.
Rozpoczynając trasę z Ustroń Zdrój, przez Równicę do Ustroń Polana i dalej przez Czantorię do schroniska na Soszowie pokonaliśmy spory kawałek trasy. Na miejscu byliśmy na godz 16.
Ciężki był to dzień, ponieważ jak na „rozgrzewkę” było gdzie się napocić przy wejściu na Równice z 10kg plecakami na karku. Do tego na końcu dnia przy schronisku mieliśmy niezłego pietra, ponieważ nikogo nie było na miejscu, a schronisko zamknięte na 4 spusty. Poczekaliśmy trochę i już zbieraliśmy się do wyjścia, ale jednak właścicielka przyszła na czas i mieliśmy gdzie nocować :) Nie ukrywam, że mieliśmy już strach w oczach z perspektywą nocowania w czasie zimnej wrześniowej nocy w górach! W środku może nie było także przytulnie ciepło, ale był dach nad głową i sami mogliśmy zagrzać mały pokój.
Dzień drugi był już lepszy, ponieważ mięśnie już rozrobione były, wstaliśmy odpowiednio wcześnie, aby „dać radę” trasie jaką opracowałem – z Soszowa przez Stożek, potem przełęcz Kubalonka (Istebna), Stecówkę, aż do schroniska Przysłop przed Barania Górą. Mimo wyćwiczonych już nóg zawiodły inne części ciała – Anii na stopach wyskoczyły już na Kubalonce tak duże bąble, odciski że dalsza wędrówka graniczyła prawie z cudem. Przy schronisku na Stecówce mieliśmy już zawracać do domu. Ale dzięki wytrwałości i samo zaparcie Anii dała radę dojść dodatkowe (1h 15min) do schroniska Przysłop. Ostatnie kilkaset metrów przed schroniskiem i tak ja niosłem Anii plecak.
Trzeci dzień był już całkowicie light’owy – nie mogliśmy nadwyrężać przecież Anii stóp, które i tak były w dość opłakanym stanie. Jej plecak przez część trasy był także na moich barkach. Na ten dzień znaleźliśmy najkrótsza możliwą trasę jaka była możliwa, aby dostać się do cywilizacji i wrócić bezpiecznie do domu.

Ja uważam ten wypad w góry za bardzo udany. Ania zachowała się na prawdę dzielnie zagryzając zęby i nie marudząc na każdym kroku z powodu bólu. Podziwiam ją za wytrwałość i mam nadzieję, że bez większych tragicznych skutków wyleczą się te odciski.
Ja także jednej ‚kontuzji’ się nabawiłem – od ramiączek od plecaka na moich barkach powstała niezła gromada krost, wręcz wysypka z ropną zawartością. Ale to nic takiego ;) normalne ‚potówki’ jak to lekarze mówią.

W tym roku już pewnie koniec z wyprawami w góry z powodu braku pogody. Ale na wiosnę/lato mam nadzieję, że powtórnie wyjdziemy w góry z plecakami, aby zdobywać kolejne szczyty i poznawać przyrodę !